DAKOTA – Małysz na narodowe kompleksy

Dakota
Dakota
Dakota
Dakota

Trzecią część, mającej początek w przedwojniu, gdyńskiej sagi rodzinnej Michał Piedziewicz rozpoczyna w drugiej połowie lat osiemdziesiątych XX w. Tym razem do głosu dochodzą Aśka i Marek – wnukowie Łucji, bohaterki „Dżokera” (2016), a dzieci Anusi i Leszka z „Domina” (2016).

Autor zgrabnie konstruuje fabułę powieści, w przemyślany sposób dzieląc ją na cztery części. Pierwszą poświęca perypetiom Aśki, u zarania akcji uczennicy kl. III gdyńskiej „trójki”, której poukładany, wydawałoby się, świat zmienia się po przypadkowym poznaniu o rok starszego Tomka. Chłopak dosłownie wbiegł w życie dziewczyny, uciekając przez kibicami Lechii Gdańsk. Po jego wpływem poznaje ona środowisko młodych muzyków uprawiających alternatywnego rocka. W jego prezentacji Piedziewicz nie sięga do literackiej wyobraźni. Przytacza autentycznych, żyjących wówczas – i jeszcze dziś! – ludzi, np. Waldemara Rudzieckiego (ojca chrzestnego trójmiejskiego alternatywnego rocka, który w książce organizuje Festiwal Nowa Scena, jest też szefem Młodzieżowego Centrum Kultury), miejsca (jak gdyński Dom Kultury Kolejarz) i zespoły takie jak: Szelest Spadających Papierków, Po Prostu, Grupa Poetycka Zlali Mi Się Do Środka, dzieci Kapitana Klossa….  Sugestywnie odtwarza klimat ówczesnych prób przed koncertami, tego co w tym czasie działo się na ulicach (gonitw z zomowcami), a także zbliżających się matur i okresu dokonywania przez bohaterkę najważniejszych życiowych wyborów. Zmaganiom Aśki przygląda się babka, której trudno znaleźć okazję, by zapoznać ją z historią rodziny. Dopiero kiedy po licznych prośbach dziewczyna zaczyna sprzątać babciną piwnicę, odkrywa listy pisane przez Łucję przed wojną do jej pierwszego męża Krzysztofa. Ich lektura budzi w niej zainteresowanie przeszłością familii, stając się swoistym łącznikiem między przeszłością a teraźniejszością.

Czy Aśka w wyobraźni autora wyglądała tak jak dziewczyna z okładki? Trudno stwierdzić. Na próżno bowiem szukać w tekście opisu wyglądu dziewczyny. Jak i opisów samego miasta. Widać, taką „strategię” autor wybrał świadomie, trzyma się jej bowiem konsekwentnie do końca. Jeśli już od niej odchodzi, to przy okazji prezentowania w książce różnych sytuacji. Nigdy nie dzieje się to osobno. Liczy się dla niego życie, a nie jego tło. To być może mają zastąpić nieliczne (a i tak będące w powieściach rzadkością) zdjęcia nabrzeża, portu i charakterystycznej dla miasta architektury.

Czytelnikowi, który po części pierwszej skłonny jest uznać książkę za stworzoną męską ręką literaturę kobiecą, powiem: nie. Bo oto w części drugiej na plan pierwszy wysuwa się Marek, pogubiony trochę – być może z powodu braku na co dzień ojca-marynarza – brat Aśki. Ponieważ nie dostał się na studia, grozi mu  zaciąg do wojska. Początkowo udaje mu się go uniknąć, a to dzięki pomocy wuja zakonnika, który załatwił mu przyjęcie do Gdańskiego Instytutu Teologicznego w Gdańsku Wrzeszczu. Ponieważ jednak (głównie z powodu sercowych) nie zalicza roku, wylatuje z uczelni wpadając prosto w objęcia militarnej machiny. Po zakończeniu służby na nogi staje dzięki pomocy Aśki, już mieszkanki Warszawy, która choć nie skończyła studiów, dzięki dobrej znajomości języka angielskiego pnie się po szczeblach kariery i zakłada rodzinę. Za jej interwencją Marek otrzymuje pracę w terminalu na Obłużu. W gruzy jednak obraca się jego życie prywatne.

Uważny czytelnik w trakcie lektury tej części powieści wyczuje, że akcja (to już lata 90. XX w.!) nabiera w niej rozpędu. Chcąc nie chcąc trzeba nauczyć się biec wraz z nią, bo inaczej łatwo będzie można zgubić jej tempo. Że tak się dzieje, to zrozumiałe. Odzyskana wolność przyniosła ze sobą dobrodziejstwa wolnego rynku. Sprawiły one, że miłość i muzyka poszły w odstawkę, a ich miejsce zajął wszechobecny pęd do kariery.

Akcja ostatnich dwóch części książki toczy się w drugiej dekadzie XXI wieku, a konkretnie w 2015 i 2016 r. Co ciekawe, wcześniej autor nie przytacza dat, a jedynie wydarzenia, które pozwolą zorientować się w czasie, jak: premiera w Polsce filmu „Misja” z Robertem de Niro, a w Teatrze Muzycznym w Gdyni musicalu „Jesus Christus Superstar” Jerzego Gruzy, debata Wałęsa – Miodowicz, start Stanisława Tymińskiego w wyborach prezydenckich, denominacja… Jedyną, wyraźnie zaakcentowaną, datą były dzień narodzin Aśki – Czarny Czwartek w Gdyni, tj. 17 grudnia 1970 r.

Snute w 2015 r. przez Marka zza kierownicy refleksje nad minionymi dwudziestoma latami uświadamiają zmiany w obyczajowości i życiu gospodarczym jakie zaszły tym czasie (hasłowo przytoczę tylko niektóre: liczne rozwody, nadawanie dzieciom na powrót imion po przodkach, seriale, Smoleńsk, kredyty, umowy-śmieciówki, budowa autostrad).  Nie one jednak wydają się w oczach już ponadczterdziestoletniego mężczyzny, właściciela prywatnej firmy, najważniejsze, a poczucie własnej wartości, duma z tego, że jest się Polakiem. W jego opinii pojawiła się ona w momencie gigantycznego triumfu Adama Małysza w Innsbrucku. Ówczesne zwycięstwo skoczka pozwoliło się wyleczyć wielu Polakom z kompleksów.

Zakończenie powieści przypomina ostatnią scenę z „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza. Jest rojno, gwarno. Zwaśnione strony się godzą, a role rozjemców po części pełnią współcześni „Tadeusz” i „Zosia”. Całość natomiast wieńczy taniec. Nie polonez oczywiście i nie ślubny. Po nim wprawdzie następuje jeszcze krótki epilog, ale zapowiadający, że rychło w rodzinach bohaterów zabrzmią weselne dzwony.

Iwona Joć-Adamkowicz

 

Michał Piedziewicz, Dakota, Warszawa : Wydawnictwo MG, 2017, ISBN 978-83-77794-12-8