Kazimierz Małkowski 1933-2012

Kazimierz Małkowski
Kazimierz Małkowski

Mimo że od dłuższego czasu wiedzieliśmy o Jego zmaganiach z nieuleczalną chorobą, wiadomość o jego śmierci spadła jak piorun z jasnego nieba. Ostatni raz widziałem się z Kazimierzem w sierpniu br. Byłem wówczas wraz z Wojtkiem Zielińskim i jego żoną Janiną na kawie u Państwa Małkowskich. Kazimierz, mimo widocznych odznak choroby, żartował i uśmiechał się. W prawdzie mówił o niej, ale jej obecności nie dał po sobie poznać. Jego uwaga głównie koncentrowała się na planach wydawniczych, które szykował na swoje 80 urodziny, przypadające na marzec 2013 roku. Pospiesznie zbierał materiały i układał do tego godnego jubileuszu kolejną pracę publicystyczną. Ponaglał w tym również mnie, bym Nu dostarczył jak najszybciej wszystkie pracy, które opublikował w “Roczniku Gdyńskim”. Chciał m.in. z nich zrobić kolejną pozycję wydawniczą. Wówczas, kiedy się z nim widziałem, nic nie wskazywało, że będzie to ostatnie z nim spotkanie. Miesiąc później bezwzględna śmierć wyrwała Go z naszego grona, przekreślając wspaniałe plany.

Kazimierz Małkowski współpracował z “Rocznikiem Gdyńskim” od początku jego istnienia. Bo jakże można było inaczej. On – wielki miłośnik i propagator Gdyni, autor wielu wspaniałych książek, na których uczyło się historii tego miasta wielu naszych mieszkańców i nie tylko, mógłby nie pisać do “Rocznika”, wydawanego przez Towarzystwo Miłośników Gdyni. Współzałożyciel Koła Starych Gdynian przy TMG. Niespełna dwa lata temu Kazimierz o tym właśnie wydarzeniu opowiadał mi przed kamerą filmową. Teraz dopiero zdaję sobie sprawę z wielkości tego dokumentu. Do końca swoich dni aktywnie i twórczo pracował dla “Rocznika”. W ostatnich artykułach publikowanych na łamach naszego pisma z cyklu “Dorobek naukowy i zawodowy mieszkańców Gdyni” dążył do popularyzowania ludzi, którzy mimo iż posiadają osiągnięcia w różnych dziedzinach i są znani poza granicami województwa a nawet i kraju, w Gdyni są nieznani lub mało znani. Była to jego stała rubryka. Prowadził ją od dwóch lat. Ciągle chciał coś w niej zmienić, ulepszać, by była jak najciekawsza, bo współpracę z “Rocznikiem” traktował niezwykle poważnie.

Od wielu lat Kazimierz Małkowski był też człowiekiem kolegium redakcyjnego. Przez cały czas współpracy z naszym pismem cieszył się powszechną sympatią. Życzliwością i szlachetnością jednał sobie wszędzie przyjaciół i cieszył się poważaniem wszystkich, którzy Go znali. Był człowiekiem wielkiej pracy. Cechy charakteru Kazimierza Małkowskiego budzą powszechny szacunek tłumny pogrzeb był jego wyrazem. Jego śmierć okryła nas żałobą na równi z rodziną. Będzie Go nam bardzo brakować.

Tadeusz Małkowski
Tadeusz Małkowski

Śmiem jednak sądzić, iż teraz Kazimierz Małkowski wraz ze swoimi kolegami z Towarzystwa Miłośników Gdyni, którzy przed nim w ostatnich latach nas opuścili, jak: śp. Jerzy Haidrych, Edward Obertyński, Antoni Stydnicki, Henryk Jabłoński, utworzą na niewyobrażalnej dla nas niebiańskiej wysokości kolejne TMG i opowiadając sobie o Gdyni, nie zapomną o tym ziemskim, i będą dalej czuwać nad kolejnymi edycjami “Rocznika Gdyńskiego”.

 

Tekst i fot. Jacek Dworakowski