Miasto Gdynia u progu nowego etapu

Jak wiadomo, w ciągu pierwszych lat istnienia Gdyni Rząd inaczej traktował zagadnienia portu a inaczej zagadnienia miasta.

Budowę portu oparto na zdecydowanym, przemyślanym planie. Plan ten dał imponujące wyniki, wysuwając Gdynię na czoło portów kontynentu europejskiego.
Miasto pozostało w tyle.
Miasto, będące źródłem energji i inicjatywy handlu zagranicznego, aktywności gospodarczej i kulturalnej całego wybrzeża zostało całkowicie pominięte w planie rozwoju Gdyni i zepchnięte na ostatni plan, na drogę przypadku.
Pierwsze 7 lat istnienia miasta to pasmo nieskoordynowanych eksperymentów, nieprzemyślanych i ślepych poczynań.
Dopiero lata ostatnie, spędzone na konsekwentnem kierowaniu życia miasta do prawidłowego łożyska, stwarzają pe¬wne widoki poprawy i rozwoju na przyszłość.
W ciągu tych trzech lat porządkuje się stan obecny i układa się skoordynowany, szeroki plan na przyszłość.
Ostatnio przypieczętowaniem wysiłków Gdyni było ogłoszenie ustawy o przejęciu niektórych zobowiązań gminy przez Skarb Państwa.
Sejm w ostatnich dniach sesji budżetowej na wniosek Pana Ministra Skarbu upoważnił Skarb Państwa do przejęcia zobowiązań finansowych miasta Gdyni z tytułu pożyczek zaciągniętych w Banku Gospodarstwa Krajowego, Banku Zachodnim i w Banku Schweizerische Bankgesellschaft w Zurychu według ich stanu na dzień 31 marca 1936 r.
To krótkie brzmienie zasadniczego artykułu ustawy otwiera nowy etap w rozwoju portowego miasta Gdyni.
Zadłużenie gminy, powstałe wskutek pożyczek na budowę fundamentów miasta, wynosi 42 miljony zło-tych. Roczna obsługa tego zadłużenia pochłonęła w roku budżetowym 1935/36 kwotę zł. 5.200.000 (w zaokrągleniu), a w roku rozpoczętym wymagałaby sumy 5 miljonów 400 tysięcy zł.
Samoistne dochody miasta z danin publicznych przyniosły miastu około 3.800.000 zł. w roku ubiegłym, a bieżący okres budżetowy da sumę w granicach 3.900.000 zł.
Porównanie wysokości obsługi długów z czystym wpływem skarbu gminnego wskazuje, że obciążenie jedynie z tytułu zadłużenia miasta przewyższało blisko o 40% ogół właściwych dochodów gminy. Lwią część wymienionych dochodów pochłaniały wydatki miasta. Nadwyżka, wahająca się w granicach 5 do 700.000 zł., w znikomej części pokrywała ogromny ciężar długów. Resztę ciężaru długów pokrywał Skarb Państwa.
Ale Gdynia rozwija się żywiołowo. Nowoprzyłączone wielkie dzielnice robotnicze wymagają nakładu nowych środków na budowę ulic, na urządzenia sanitarne i na budowę szkół. Rozwijające się centrum miasta także wymaga stałego porządkowania.
Na pokrycie tych najniezbędniejszych urządzeń fundamentalnych miasta — gmina nie posiadała żadnych środków, gdyż jak to widzimy wyżej, wszelkie nadwyżki dochodów szły na pokrycie długów. Zaciąganie nowych pożyczek stało się niedopuszczalnem, ponieważ budżet nie posiadał żadnych środków na ich obsługę. Przejęcie przez Skarb Państwa 35 miljonów złotych długu na mocy ustawy, a także możliwość zredukowania pozostałego obciążenia przez umorzenie bezpośrednich należności Skarbu Państwa od miasta w wysokości 3 miljonów zł., i redukuje zadłużenie Gdyni do kwoty około 4 miljonów złotych. Po przeprowadzeniu obsługi tak zmniejszonego zadłużenia miasta, w budżecie zwyczajnym gminy zjawi się nadwyżka w okresie najbliższych pięciu lat od 400 tysięcy do 1 miIjona zł. rocznie. Nadwyżka ta pozwoli gminie na zaciągnięcie pożyczek inwestycyjnych, które gmina będzie mogła bez żadnej pomocy z zewnątrz spokojnie pokryć. Tak więc przejęcie przez Skarb Państwa zobowiązań miasta Gdyni przywraca gminie zdolność kredytową i pozwala ruszyć z miejsca zatrzymaną w ostatnich latach rozbudowę miasta. Nasuwa się więc konieczność ustalenia planu inwestycyjnego przy uwzględnieniu hierarchji potrzeb miasta. W tym celu Zarząd miasta przedstawił władzom projekt pięcioletni rozbudowy miasta, oparty na wysiłku finansowym Gdyni. Gdynia wchodzi więc w nowy etap swego rozwoju. Nie znaczy to jednak, że zakończył się ostry kryzys na rynku robotniczym, że wszyscy bezrobotni z kraju znajdą — pracę w Gdyni.

Miasto Gdynia u progu nowego etapu, “Torpeda” 1936, nr 1, s. 1

Turystyczna Gdynia

13 czerwca, na godzinę 17:30 zapraszamy do Biblioteki Wiedzy na kolejne spotkanie z historią Gdyni. Tym razem porozmawiamy o jej turystycznych walorach.

Okres letni to doskonały czas do poznania historii i teraźniejszości szeroko pojętej historii oraz współczesności turystyki, rekreacji i wypoczynku, których początki na Pomorzu sięgają przełomu XVI i XII wieku. Już wtedy bowiem doceniano uroki nadmorskich wiosek Zatoki Gdańskiej, w tym Gdyni, Oksywia, Orłowa, czy Kolibek.

Uczestnicy czerwcowego spotkania w Bibliotece Wiedzy, zatytułowanego Turystyczna Gdynia poznają jej barwną historię. Turystyczną przygodę rozpoczną w Kolibkach, aby następnie przenieść się do dziewiętnastowiecznego Orłowa, a później Gdyni lat dwudziestych i czasu wojny. Ostatnim etapem podróży zorganizowanej przez Bibliotekę Wiedzy będzie druga połowa wieku dwudziestego i czasy współczesne. 

Podczas spotkania poznać będzie można historię powstania i funkcjonowania gdyńskich pensjonatów i hoteli. Ukazane zostaną często nieznane historie z życia codziennego ich właścicieli, pracowników, a także różne, niekiedy zabawne, a czasami dramatyczne przygody letników gdyńskich.

Spotkanie poprowadzi Krzysztof Chalimoniuk z Biblioteki Wiedzy, autor facebookowych cykli Z archiwum Biblioteki Wiedzy oraz Oczy i uszy Gdyni, a także prowadzący podcastu Morskie opowieści – rozmowy o Gdyni, realizowanego przez naszą Bibliotekę.

Rok 1937 w obrotach zamorskich portu gdyńskiego

Po trzyletnim okresie powolnego wzrostu obrotów towarowych portu, rok 1937 wykazał poważny skok wzwyż

W latach 1934 — 1936 zamorskie obroty towarowe portu wahały się w granicach: 7.191.913 t. (1934 r.) — 7.742.946 t. (1936 r.), wykazując przeciętnie roczny wzrost obrotów w wysokości ok. 4%. Tempo wzro­stu obrotów towarowych portu w roku minio­nym jest czterokrotnie wyższe aniżeli w ubiegłym trzechleciu. Zjawisko to łączy się przy­czynowo ze wzrostem obrotów handlu zagra­nicznego R. P. oraz dalszym wzmożeniem się ładunków tranzytowych portu. Datująca się właściwie od 1936 roku poprawa gospodarstwa narodowego Polski w roku 1937 staje się fak­tem dokonanym. Wyjaśniają to niezbicie ostat­nie dane handlu zagranicznego Polski, a więc ok. 25% wzrost importu (wartość), podczas gdy eksport (wartość) wzrósł o ok. 17%. Roz­budowa wszystkich dziedzin życia gospodar­czego Polski, oraz krajów grawitujących do portu musiała z kolei wpłynąć na uzyskanie liczby 9.006.176,3 ton obrotów zamorskich por­tu, nie notowanych dotychczas przez żaden z portów bałtyckich.

Brak ostatecznych danych nie pozwala nam na szczegółową analizę obrotów portu, która podana zostanie później. W obecnej chwili dokonany zostanie ogólny przegląd Obrotów zamorskich portu z uwzględnieniem poważniejszych pozycyj drobnicowych i ma­sowych.

Zamorskie obroty towarowe portu gdyń­skiego w 1937 roku (9.006.176,3 ton) wykazują poważny 16,3%-owy ,wzrost w porównaniu z obrotami w 1936 r. (7.742.945,9 ton).

Na uzyskaną ogólną liczbę obrotów za­morskich portu w roku sprawozdawczym zło­żył się przywóz zamorski — 1.718.003,7 ton oraz wywóz zamorski — 7.288.172,6 ton. O ile w latach ubiegłych wzrost obrotów portu nie zawsze szedł w parze ze wzrostem handlu za­granicznego, to rok miniony wnosi tu niemal że najściślejszą współzależność. Tempo wzrostu importu zamorskiego w porcie gdyńskim jest prawie takie same, jak w handlu zagranicz­nym Polski. Podobnie rzecz się ma i z ekspor­tem zamorskim. Obroty zamorskie portu gdyńskiego stają się więc idealnym wizerun­kiem handlu zagranicznego R. P.

Import zamorski w roku sprawozdawczym wyrażający się liczbą 1.718.003,7 ton wobec 1.335.455,7 ton w 1936 roku wykazuje nader poważny 28,6%-owy wzrost. Jest to nowy re­kordowy wynik. Analizując stały wzrost im­portu w okresie ostatnich trzech lat (od 1935 r. do 1937 r.), zaobserwować można stale wzra­stające tempo wzrostu. Tak np. import w 1935 roku w porównaniu z 1934 r. wzrósł o 12,1%, w 1936 r. w stosunku do 1935 r. już o 20,1%, no a w 1937 r. w porównaniu z 1936 r. wzrósł o 28,6%.

Najpoważniejszą rolę odgrywają nadal na imporcie takie ładunki masowe, jak złom że­lazny, rudy, piryty, fosforyty i żużle Thomasa. One to przede wszystkim spowodowały ten poważny ogólny wzrost importu, gdyż dały same wzrost 42%-owy, podczas gdy ładunki drobnicowe wzrosły zaledwie o 11%. W licz­bach absolutnych wyżej zacytowane ładunki masowe wyniosły w roku sprawozdawczym 1.085.998 ton, wobec 764.263 ton w 1936 roku.

W rezultacie czego zwiększył się udział towa­rów masowych w ogólnym imporcie zamor­skim portu gdyńskiego z 57,2% (1936 r.) na 63,2% (1937 r.) W związku z tym udział drob­nicy w ogólnym imporcie zamorskim portu zmniejszył się z 42,8% (1936 r.) na 36,8% (1937 r.)

W roku sprawozdawczym importowano to­warów drobnicowych w ogólnej ilości 632.006 ton, podczas gdy w roku 1936 import ten wy­niósł 571.193 ton. Pod względem wzrostu war­tości towarów importowanych sytuacja w Gdańsku kształtuje się pomyślniej niż w Gdy­ni. Wartość importowanych towarów w Gdy­ni w okresie 11 mieś. ub. r. wykazuje wzrost o 25.6%, to w Gdańsku o 41,9%. Drugą nie­zmiernie ważną przyczyną przegrupowań to­warów importowanych są zmiany, zachodzące w samej strukturze handlu zagranicznego Pol­ski, mianowicie wzrasta stale import podsta­wowych surowców, co świadczy o ożywieniu życia gospodarczego kraju. Powstawanie no­wych centrów przemysłowych w Polsce, roz­budowa już istniejących stwarza duże możli­wości w pierwszym rzędzie dla hutnictwa i przemysłów metalowych, z. nim związanych. Stąd tak poważny wzrost importu złomu i rud. Rozwijający się stale przemysł chemiczny za­spakaja już nie tylko rynek wewnętrzny, ale w coraz większym stopniu zdobywa rynki za­graniczne, a nawet zaoceaniczne. W związku z tym wzrasta zapotrzebowanie na szereg pod­stawowych surowców dla fabryk chemicznych do jakich zaliczyć wypada piryty, odgrywają­ce dużą rolę nie tylko w hutnictwie żelaza, ale i w produkcji kwasu siarkowego. Wreszcie poprawa wytwórczości rolnictwa łączy się ze wzrostem zapotrzebowania na fosforyty i żu­żle Thomasa, jako najpoważniejsze surowce dla krajowych fabryk nawozów sztucznych.

Do najpoważniejszych pozycyj importu zaliczyć wypada przede wszystkim złom że­lazny. Rok sprawozdawczy przynosi tu nowe rekordowe wyniki w ilości 677.948 ton, wobec 446.886 ton w 1936 roku. Duży wzrost da je również import rud ró­żnych i wypałków pirytowych, wykazując 168.489 ton w roku sprawozdawczym, wobec 136.817 ton w 1936 roku.

Import pirytów w roku 1937 wzrósł prze­szło dwukrotnie (29.306 ton wobec 14.673 ton w 1936 roku). Obie pozycje surowców nawo­zów sztucznych wzrosły bardzo poważnie. Im­port żużli Thomasa zwiększył się z 38.536 ton w 1936 r. na 64.862 ton w 1937 r. oraz fosfory­tów ze 127.351 ton w 1936 r. na 145.393 ton w 1937 r.

Z szeregu artykułów drobnicowych wzra­sta import artykułów kolonialnych: nasiona oleiste, herbata i korzenie. Zwiększył się rów­nież import owoców świeżych, orzechów i mi­gdałów oraz konserw owocowych. Spośród po­wyższych pozycyj import owoców świeżych mimo pewnego wzrostu w porównaniu z ro­kiem 1936 (47.741 t. w 1937 r. wobec 39.252 t. w 1936 r.) nie osiągnął jeszcze rekordowych wyników z 1935 roku (68.888 ton).

Z innych pozycyj drobnicowych wzrosły rośliny i materiały roślinne, żywica, tran, śle­dzie świeże i solone, napoje alkoholowe, tytoń, siarka i farby. Import bawełny wykazuje bardzo nie­znaczny wzrost z 91.761 ton w 1936 r. na 93.013 ton w 1937 r. Są to jednakże rekordowe wyniki w dotychczasowym imporcie bawełny w porcie gdyńskim. Z innych surowców włó­kienniczych oraz papierniczych wykazują wzrost importu: odpadki bawełny, szmaty, ce­luloza oraz papier i makulatura. Z surow­ców metalurgicznych zwiększył się import miedzi, cyny oraz cynku. Spośród fabryka­tów zwraca uwagę blisko czterokrotny wzrost przywozu samochodów, motocykli i ich części.

Do najbardziej cennych artykułów impor­tu, który obniżył się należy ryż surowy. Od paru ostatnich lat obserwujemy tu stałą ten­dencję spadku. Podobnie i w roku sprawo­zdawczym spadek ten wyniósł ok. 10%. Zmniejszył się również import nasion róż­nych, owoców suszonych, kawy i kakao. Spo­śród wytworów mineralnych oraz tłuszczów roślinnych i zwierzęcych uległy spadkowi po­zycje: olejów, smoły i smarów, asfaltu, tłusz­czów i olejów roślinnych oraz tłuszczów zwie­rzęcych surowych.

Zmniejszył się również bardzo poważnie import przetworów chemicznych. Ustał zu­pełnie w roku sprawozdawczym import tran­zytowy w przeważnej mierze soli potasowej. Baczniejszą uwagę musi zwrócić około 10%-owy spadek importu skór. Z surowców i półfabrykatów włókienniczych zwraca uwa­gę spadek importu odpadków wełny, przędzy wełnianej, przędzy bawełnianej, juty, lnu, ko­nopi, sisalu i innych włókien roślinnych. Nieznaczny spadek przywozu wykazuje papa i tektura. Spośród fabrykatów zmniejszył się przy­wóz maszyn, aparatów i ich części, części wa­gonów i lokomotyw oraz wyrobów żelaznych i metalowych.

Podobnie, jak import zamorski również i eksport zamorski wykazuje w roku sprawo­zdawczym bardzo poważne wzmożenie się tem­pa wzrostu wywozu, aczkolwiek tempo to niema] że w połowie mniejsze jest od tempa wzrostu przywozu. W liczbach absolutnych wymóż zamorski w roku sprawozdawczym wyniósł 7.288.172,6 ton, wykazując 13,7%-owy wzrost w porównaniu z wywozem w 1^36 roku (6.407.490,2 ton). Jest to szczególnie znamien­ne, ponieważ w ostatnim trzechleciu wywóz zamorski zwiększał się bardzo nieznacznie, wykazując wahania in plus o 2,6% (rok 1935), względnie o 0,7% (rok 1936).

Z towarów masowych na eksporcie domi­nujące stanowisko zajmują jak dotąd węgiel eksportowy, węgiel bunkrowy, koks, drzewo tarte oraz bale, słupy i okrąglaki. W przeci­wieństwie do importu zamorskiego podkreślić należy pewnego rodzaju stabilizację tempa wzrostu wywozu towarów masowych i drobni­cowych. Stąd udziały ich w porównaniu z re­kiem 1936 nie uległy niemal że żadnym zmia­nom. Tak np. udział powyżej podanych to­warów masowych w eksporcie zamorskim por­tu wyniósł w 1937 roku — 90,9%, podczas gdy w 1936 roku — 90,8%.

W liczbach absolutnych eksport towarów masowych wyniósł w 1957 r. — 6.626.643 ton, wobec 5.827.954 ton w 1936 roku, wykazując 13,7%-owy wzrost. Towary drobnicowe na­tomiast wyniosły w roku sprawozdawczym na eksporcie 661.530 ton wobec 579.536 ton w 1936 roku, a więc wzrosły o 14,1%. Potwierdzenie tego zjawiska znajdujemy również w handlu zagranicznym R. P. (dane Gł. U. St. za 11 mieś, ub. r.), gdzie tempo wzrostu wartości wywo­żonych towarów jest większe nieco aniżeli przywożonych. Najpoważniejszą pozycję wy­wozu stanowi grupa mineralna. Tak węgiel eksportowy wykazuje w raku bieżącym po­ważny wzrost wywozu. Po nieznacznym za­łamaniu się eksportu węgla w 1955 roku i rów­nie nieznacznym wzroście w 1936 roku, rok sprawozdawczy wnosi ok. 13%-owy wzrost wywozu węgla eksportowego (5.560.207 ton w 1937 r. wobec 4.905.613 ton w 1936 roku).

Jeszcze większy, gdyż przeszło 50%-owy wzrost wywozu wykazuje węgieł bunkrowy. Jedynie wywóz koksu w roku sprawozdaw­czym uległ nieznacznemu zmniejszeniu. Dobra koniunktura w górnictwie angiel­skim spowodowała poważny około czterokrot­ny wzrost wywozu bali, słupów i okrąglaków (79.966 ton w 1937 r. wobec 18.957 ton w 1956 roku). — Załamał się natomiast bardzo powa­żnie wywóz tarcicy, wykazując ok. 45%-owy spadek wywozu (149.243 ton w 1957 roku wo­bec 265.629 ton w 1936 roku). Z towarów drobnicowych nieznaczny wzrost wykazuje mąka ryżowa. Spośród gru­py hodowlanej doskonale rezultaty daje eks­port szynek i innych peklowanych, wykazując ok. 5-krotny wzrost. Poza szynkami zwięk­szył się również wywóz bekonów oraz prze­tworów mięsnych. Eksport soli wykazuje wzrost o przeszło 70%. Z produktów mineral­nych zwiększył się przeszło dwukrotnie wy­wóz olei i parafiny. Równie dobre rezultaty daje eksport napoi alkoholowych. Z produk­tów chemicznych wzrasta wywóz salmiaku, faib, mączki kostnej, bieli cynkowej, soli po­tasowej oraz siarczanu amonu.

Dobrze rozwija się również eksport skór. Reeksport bawełny uzyskuje nowe rekordowe wyniki. Spośród produktów drzewa doskona­le rezultaty daje eksport dykt i fornierów, mebli giętych oraz wyrobów z drzewa. Eks­port papy i tektury wykazuje ok. 25%-owy wzrost wywozu. Z produktów żelaznych wzrosły pozycje wywozu: żelaza surowego, metali różnych, cynku, rur żeliwnych, żelaznych i metalowych, szyn kolejowych oraz wyrobów żelaznych i metalowych.

Spadek natomiast wykazały pozycje wy­tworów rolnych i hodowlanych: zboże, strącz­kowe, mąka, mąka pastewna, ryż wyłuszczony, słód, owoce świeże, nasiona i rośliny, drób i ptactwo bite, jaja, masło, tłuszcze zwierzęce, cukier, spirytus, makuchy, melasa, otręby oraz wytłoki buraczane. Spośród powyższych pozycyj należałoby podkreślić poważny spadek wywozu cukru, mający swoje źródło we wzro­ście konsumpcji w głębi kraju.

Z artykułów chemicznych zwraca uwagę poważny spadek wywozu sody, karbidu oraz saletry. Nieznacznemu zmniejszeniu uległ wy­wóz tkanin. Z grupy drzewa oprócz wspomnianej już tarcicy zmniejszył się również wywóz klepek oraz wyrobów koszykarskich. Rok sprawozdawczy przynosi spadek wy­wozu papieru i celulozy. Spośród produktów hutniczych zwraca uwagę załamanie się tak dobrze rozwijającego się w latach 1953—1936 r. eksportu żelaza handlowego. Zmniejszył się również wywóz blachy cynkowej.

Z. Tymiński, Rok 1937 w obrotach zamorskich portu gdyńskiego, “Biuletyn Izby Przemysłowo-Handlowej w Gdyni 1938”.

Walka awanturników z policją w Orłowie

Jeden z policjantów poważnie poturbowany

Męty orłowskie dały ostatnio znać o sobie awanturniczym wyczynem, którego głównym aktem była walka z interweniującą policją, epilogiem zaś wypoczynek w areszcie policyjnym.
Karol, Julianna i Franciszek Litzauowie oraz przyjaciel ich Antoni Kunkle, wszyscy z Orłowa uplanowali urządzić najście na mieszkanie niejakiego Browarczyka (ul. Wielkopolska), z którym mieli jakieś porachunki natury osobistej. Intencję napastników było zrobienie Browarczykowi fachowego „okładu”, tak aby czas dłuższy musiał spędzić w szpitalu.
Napadnięty zdołał jednak w porę zaalarmować policję, która przybyła najpierw w osobie jednego posterunkowego.
Widok pojedynczego stróża bezpieczeństwa rozzuchwalił jeszcze bardziej awanturniczą czwórkę, która w zapale walki zapomniała, że ma przed sobą przedstawiciela prawa, rzucając się na niego i okładając go tęgimi razami.
Z odsieczą koledze podążył drugi policjant, gdy i ten jednak nie mógł dać rady zabijakom — zjechał na miejsce cały orłowski Komisariat P. P. Z kierownikiem na czele. Wówczas dopiero Litzauów i Konkola zdołano obezwładnić i sprowadzić do aresztu. Poturbowanym poważnie policjantem zajęli się koledzy.

Literatura: Jeden z policjantów poważnie poturbowany, “Gazeta Gdańska” 1937, nr 80, s. 7.

Kosztowna zabawa we dwoje

„Olimpijska” piękność złodziejką


Zamieszkała w Gdyni przy pryncypalnej ul. Starowiejskiej pod dwudziestym szóstym panna Zofia Pokojska dopuściła się czynu, który na czas dłuższy podważył dobrą opinię pp. gospodyń „od wszystkiego” z branży gastronomiczno – domowej i poderwał zaufanie, jakim cieszyły się bezkonkurencyjnie wszystkie kucharki wszystkich miast świata.

Było dotąd rzeczą wiadomą i bezwzględnie bezsporną, że kucharka, czyli też stworzenie ,.garkotłukiem“ pieszczotliwie zwane — jest nie tylko najlepszym materiałem na „narzeczoną” dla kawalerów w okresie odbywania przez nich obowiązkowej służby wojskowej, ale ponadto nadają się najbardziej na przygodne i stałe towarzyszki wszelkich zabaw we dwoje. Panna taka — i owszem nigdy człowiekowi o obejście dbającemu wstydu nie zrobi, „menu” w mig w zakładzie gastronomicznym ułożyć potrafi, jak nikt inny na świecie. W tajemnicach kuchennych się wyznaje i prawie zawsze — 999 na 1.000 — ma na książeczce P. K. O. przezornie złożone złocisze, którymi od biedy — zawsze wiernego towarzysza poratować może.
O tym wszystkim przekonani są znawcy owych spraw głęboko i zgodnie.
Wypływające z tradycji lat przekonanie to poderwała dopiero wymieniona już wyżej panna Zofia Pokojska, kucharka ze Starowiejskiej. Pokojska udała się na zaproszenie p. Władysława Z. w dniu wczorajszym do „Olimpicu”, gdzie oboje spędzili godzin kilka na beztroskiej zabawie. Wszystko było by zakończyło się jak najlepiej, gdyby nie fakt, że pan Z. — po wytrzeźwieniu dopiero — rzecz prosta – skonstatował brak 150 zł. i zegarka złotego.
O przywłaszczenie sobie tych rzeczy posądzona została właśnie panna Pokojska ze Starowiejskiej i to jest najgorsze.

Literatura: Kosztowna zabawa we dwoje. “Olimpijska” piękność złodziejką, “Gazeta Gdańska” 1937, nr 87, s. 8

Stocznia im. Komuny Paryskiej 1922-2022.

Stulecie powstania stoczni w Gdyni – monografia Krzysztofa Stefańskiego. W miarę jak zbliżać się będziemy do rocznicy 100-lecia nadania Gdyni praw miejskich wydawanych będzie coraz więcej najróżniejszych publikacji poświęconych historii Gdyni jako miasta.

Warto pamiętać, że wartościowe, całościowo traktujące różne gdyńskie tematy, a zarazem ciekawie napisane książki wydawane były w latach poprzednich. Do takich publikacji należy Stocznia im. Komuny Paryskiej 1922-2022. Stulecie powstania stoczni w Gdyni – wielce obszerna monografia autorstwa Krzysztofa Stefańskiego licząca prawie 700 stron i ponad 1110 fotografii. W tej właściwie kompletnej publikacji przybliża autor czytelnikowi dzieje gdyńskiej Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, związanej z dziejami miasta i jego mieszkańców.

Mówiąc o publikacji Krzysztofa Stefańskiego najlepiej chyba oddać głos autorowi.

WSTĘP

         Minęło już 100 lat od powstania Stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni, od jej początku w 1922 roku. Przedstawiam zatem jej dzieje od lat przedwojennych, aż do końca 1991 roku, kiedy to przekształciła się w Spółkę Akcyjną. Przywracam tym samym pamięć o niej i o stoczniowcach, bohaterach tamtych czasów.

         Na tle tych wszystkich wydarzeń ukazuję też historię mego ojca, mgr inż. Zenona Stefańskiego, który był tego pomysłodawcą. Słyszałem, jak nieraz mówił, że na emeryturze spisze i wyda wspomnienia dotyczące swego życia, pracy w SKP i jej historii, bo wtedy dopiero będzie miał na to czas. Nie doczekał tego jednak i zmarł w 1985 roku. A ja uważałem za swój obowiązek spełnić jego marzenie i napisać to, czego on nie zdążył. Jest to dla mnie jakby spełnienie jego testamentu. Żałuję tylko, że tak późno się za to wziąłem.

         W książce cytuję odnalezione zapiski mojego ojca, odręczne lub w maszynopisie, no ale w większości korzystam z innych źródeł. Najbardziej cenne z nich, to bezpośrednie rozmowy ze stoczniowcami oraz przekazane mi przez nich pamiątki. Szkoda tylko, że niektórzy z nich nie dożyli do czasu wydania tej książki. W takim przypadku przekażę ją ich rodzinom.

         Uważam książkę za dokument historycznobiograficzny. Nabrała prawie charakteru albumowego z powodu dużej ilości zdjęć. Nie chciałem jednak ograniczać ich ilości, zwłaszcza fotek osób, których pragnąłem jak najwięcej upamiętnić.

         Niektórzy mogą zwrócić uwagę na to, że pisałem z dużej litery, może nie zawsze zgodnie z ortografią, zawody, miejsca i stanowiska służbowe stoczniowców. Chciałem w ten sposób wyrazić im swój szacunek, podkreślić znaczenie i trud ich pracy. Proszę o wyrozumiałość ewentualnych korektorów lub krytyków.

         A oto tekst, jaki Zenon Stefański chciał zamieścić we wstępie do książki, którą pragnął napisać. Natrafiłem na niego w notatkach ojca:

         „W życiu każdego są okresy trudne i przyjemne, ciekawe i monotonne. Moje życie było urozmaicone i niezbyt lekkie, a fakty interesujące i prawdziwe. Dlatego we wspomnieniach ukazuję okres prywatny i zawodowy w moim życiu, piszę o kolegach ze stoczni, o ich pracy trudnej, ale ciekawej, o ich wzlotach i upadkach, o naszym zakładzie. Ja sam też byłem raz na wozie, raz pod wozem, ale kilkudziesięcioletnia praca w jednym miejscu upoważnia mnie do napisania tych słów i pokazania, chociaż w części, blasków i cieni zawodu stoczniowca”.   Wspomnienia, wspomnienia, wspomnienia… Co znaczą dla nas? Co znaczą dla nas razem i dla każdego z osobna? Wszak one są jak perły: mają w sobie coś z klejnotów i coś z łez. 

Mgr inż. Zenon Stefański. Fot. ze zbioru autora

Interwencje pogotowia podczas spożywania obiadu

W czasie spożywania obiadu wyni­kła wczoraj sprzeczka między gospodarzem, pewnym mieszkańcem Witomina, a 28 letnim Fedhoffem, przyjacielem domu. Fedhoff w sposób niewłaściwy zachowywał się względem żony gospodarza. Zdenerwowany mąż w pewnej chwili chwycił talerz i uderzył nim Fedhoffa w głowę, rozbijając mu skroń.

Literatura: Interwencja pogotowia podczas spożywania obiadu, “Gazeta Gdańska”. – 1937, nr 175, s. 2.

Zatrucie alkoholem

Pogotowie Ubezpieczalni Społecznej wezwano wczoraj na ul. Warszawską 17 gdzie uległ zatruciu po spożyciu nad­miernej ilości alkoholu 27-letni Władysław Krawczyk. W chwili przybycia pogotowia towarzysz Krawczyka, niejaki Perlik, będący również w stanie zamroczenia alkoholowego, wywołał niebezpieczną awanturę, tak że do pomory sanitariuszy wezwać musiano policję.

Literatura: Zatrucie alkoholem, „Gazeta Gdańska”. – 1937, nr 175, s. 2

Zamach samobójczy w areszcie policyjnym

Wczoraj osadzono w areszcie policyjnym pod zarzutem wykroczenia na tle obyczajowym 24-letnią Zofię R., zam. w Gdyni. Korzystając z chwilowej nie uwagi dozoru Zofia R. usiłowała poz­bawić się życia przez powieszenie się na kracie okiennej. Desperacki krok mło­dej kobiety w porę zauważono i pospie­szono jej z pomocą.

Literatura: Zamach samobójczy w areszcie policyjnym, „Gazeta Gdańska”. – 1937, nr 175, s. 2

Zazdrosny mąż i lekkomyślne kuzynostwo

Nie wolno chodzić na zabawę, gdy należało pójść na chrzciny

Franciszek Drozd, 26-letni młody człowiek i w dodatku kawaler, umówił się ze swą kuzynka i jej mężem, że w niedzielę pójdą wspólnie do znajomych na chrzciny. W ostatniej chwili jednak młodzi kuzynowie zmienili projekt i zamiast udać się na skromną uroczystość rodzinną, postanowili spędzić wieczór bardziej hucznie i wesoło, a co najważniejsze — we dwoje.
Pozostawili więc, męża w mieszkaniu przy ul. Rybińskiego 102, sami zaś cichaczem wynieśli się do miasta. Męż, starszy, stateczny człowiek, czekał cierpliwie parę godzin, gdy zaś małżonka jego i miły kuzynek nie wracali, postanowił rozpoczęć poszukiwania. Udał się przede wszystkim do owych znajomych, gdzie odbywały się chrzciny, lecz oczywiście młodej parki tam nie zastał. Ruszył więc również do miasta i zaczął kolejno obchodzić różne lokale, gdzie wrzała wesoła niedzielna zabawa.


Na jednej z takich „tańcówek”, wśród tłoczącej się i sunącej w takt tańca ciżby, zazdrosny mąż spostrzegł wreszcie swoją uroczą połowicę, rozkosznie uśmiechniętą w ramionach młodego dansera, którym był oczywiście p. Franciszek.
Jakkolwiek sytuacja była dość jasna, starszy pan miał jeszcze tyle taktu, że nie wyciągnął z miejsca konsekwencji wobec swej lekkomyślnej małżonki i jej adoratora, lecz z angielską flegmę opuścił zabawę i wrócił do domu przy ul. Rybińskiego. Tu czekał długie godziny, nie zmrużywszy oka, a gorycz i ból wzbierały z minuty na minutę w jego sercu.

Wreszcie usłyszał kroki i wesołe głosy. Drzwi otwarły się i do pokoju wkroczyła młoda para w wyśmienitym humorze, podsyconym znakomicie wypitym alkoholem. Tego biednemu mężowi było już za wiele. Chwycił pierwszy z brzegu ciężki przedmiot (okazało się, że była to dusza od żelazka do pracowania) i zaczął okładać nim z całych sił skuzynowanego adoratora swej żony.
Rezultat, jak często w podobnych wypadkach: Drozda zabrało pogotowie, aby opatrzyć mu rany tłuczone głowy. Nie sę one zresztę groźne. Czy po tej scenie małżonkowie się pogodzili — o tym kronika milczy.

Literatura: Zazdrosny mąż i lekkomyślne kuzynostwo. Nie wolno chodzić na zabawę, gdy należało pójść na chrzciny, “Gazeta Gdańska”. – 1938, nr 227, s. 7.

Trup kobiety z nożem kuchennym w piersi

Niezwykłe samobójstwo w Gdyni

W sobotę wieczorem na ul. Witomińskiej 7 w Gdyni rozegrała się tajemnicza tragedia, której, ofiarą padła 30-letnia Pelagia Libierska. Libierska zamieszkiwała wspólnie ze swym kochankiem, z którym tragicznego wieczoru wszczęła gwałtowną sprzeczkę. W trakcie kłótni shisteryzowana kobieta chwyciła duży nóż kuchenny i wbiła go sobie głęboko w klatkę piersiową. Zawezwany lekarz pogotowia ratunkowego po przybyciu na miejsce znalazł Libierską w krwawej kałuży już bez życia. Przyczyną śmierci był wielki upływ krwi.

Powierzchowne oględziny zwłok wykazały, że nóż tkwił głęboko w piersi, co wydaje się podejrzane, gdyż przy zamachach samobójczych tego rodzaju ofiara traci zazwyczaj siły, i nie jest w stanie zadać sobie tak potężnego ciosu. W sprawie tej władze śledcze wszczęły dochodzenia, które wyświetlą, czy zmarła istotnie sama pozbawiła się życia. Miarodajny będzie zwłaszcza wynik obdukcji zwłok, która w najbliższych godzinach ma być przeprowadzona.

Literatura: Trup kobiety z nożem kuchennym w piersi. Niezwykłe samobójstwo w Gdyni, “Gazeta Gdańska”. – 1938, nr 13, s. 5

Krwawa bitwa dwóch krewniaczek

Osiemnastoletnia zwyciężyła 28 letnią

Zamieszkałej na ul. gen. Dreszera 39d 28-letniej Klarze Sielankowej złożyła wczoraj wizytę siostrzenica jej męża, która jakkolwiek liczy dopiero latek 18, odznacza się już krewkim i wybuchowym temperamentem. O co poszło obu niewiastom o tym kroniki milczą — dość, że w pewnej chwili, gdy kłótnia doszła do swego punktu kulminacyjnego, „miła” osiemnastolatka chwyciła stojącą lampę i wyrżnęła nią z całej siły w głowę swej ciotki. Skutek był ten, że Sielankową zabrało pogotowie ratunkowe, aby opatrzyć jej rany tłuczone i ciętą na głowie oraz szyi. Jak z powyższego widzimy, w domu p. Sielankowej tego dnia nie było zbyt… sielankowo…

Literatura: Krwawa bitwa dwóch krewniaczek. Osiemnastoletnia zwyciężyła 28 letnią, Gazeta Gdańska 1938, nr 14, s. 9.

Polskie holowniki powróciły do Gdyni


W dniu wczorajszym powróciły do Gdyni polskie holowniki „Atlas”, „Tur” i „Żeglarz”. Holowniki te zostały wywiezione przez Niemców do zachodnich portów niemieckich i na skutek starań polskich władz morskich, zostały obecnie zwrócone przez okupacyjne władze alianckie.
Przed tygodniem po holowniki te wyjechała polska załoga z kpt. Kubinom na czele i w dniu wczorajszym szczeliwie przyprowadziła statki do Gdyni. Przyprowadzone holowniki są pierwszymi jednostkami, jakie zostały nam zwrócone z liczby zrabowanego taboru portowego i rybołówczego. Starania o dalsze jednostki są w toku.
Holowniki po lekkiej naprawie zostano przeznaczone do służby holowniczej w Gdyni i Gdańsku. Wprowadzenie ich do służby znacznie usprawni ruch statków w portach polskich.

Literatura: Polskie holowniki wróciły do Gdyni, Dziennik Bałtycki. – 1946, nr 4.

200 ton towarów dla Ambasady Amerykańskiej w Moskwie

Ostatnio odszedł z Gdyni fiński statek „Ivallo” zabierając między innymi 200 ton towarów dla Ambasady Amerykańskiej w Moskwie. Ładunek ten składa się głównie z żywności. Statek wyładuje towar w Helsinkach, skąd koleją tranzytem skierowany zostanie do Moskwy.

Literatura: 200 ton towarów dla Ambasady Amerykańskiej w Moskwie, “Dziennik Bałtycki”. – 1946, nr 9.

Biuro Odbudowy Portów

Instytucja powołana do prowadzenia odbudowy polskich portów. Podlegała Departamentowi Morskiemu Ministerstwa Przemysłu i Handlu

Zaczęła działać od 1 czerwca 1945 r. , choć w niektórych publikacjach jako datę utworzenia Biura Odbudowy Portu podaje się dzień 28 maja 1946 r., dopiero bowiem w tym dniu podpisane zostało Rozporządzenie Ministra Handlu Zagranicznego i Żeglugi o utworzeniu tej instytucji (Dz.U. nr 26 z 18 czerwca 1946 r.)

28 maja rozporządzeniem Ministra Żeglugi i Handlu Zagranicznego powołane zostało Biuro Odbudowy Portów. Do faktycznego jego uruchomienia doszło 1 czerwca w Gdańsku. Do podstawowego zakresu działań nowo utworzonej instytucji zaliczono odbudowę morskich portów handlowych ze zniszczeń wojennych oraz oczyszczenie wód portowych i dróg żeglugowych z wraków i innych przeszkód w nawigacji.  Dyrektorem BOP został Władysław Szedrowicz, a naczelnym inżynierem (zastępcą dyrektora) Witold Tubielewicz.

Początkowo centrala BOP dzieliła się n cztery wydziały: organizacyjno-personalny, finansowy, gospodarczy, dostaw i planowania. W grudniu 1945 r. wydzielono dwa kierownictwa robót dla tzw. portów I klasy (Gdańsk i Gdynia). Kierownictwo robót w Gdyni został mieściło się w tzw. Domku Wendy (inż. Henryk Wagner).

W tym czasie zreorganizowano centralę dzieląc ją na siedem wydziałów, bezpośrednio podległych naczelnemu inżynierowi.  Pod koniec 1945 r. Biuro Odbudowy Portów zatrudniało ok. 2400 pracowników, w tym 430 mundurowych.

Literatura: Oskar Myszor, Port Gdyński w 1945 roku: stan zniszczeń, uruchomienie i początek odbudowy, [w:] Morze nasze i nie nasze. Zbiór studiów pod red. Piotra Kurpiewskiego, Tadeusza Stegnera, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 2011; Czesław Kleban, Port Gdynia 1922-1972, s. 43.

Bandyci i „nieuczciwa konkurencja” w lasku witomińskim

Inkasent mleczarni gdyńskiej ścigany przez bandytów

Wczoraj wieczorem szosą z Witomina do Gdyni jechał sobie spokojnie furmanką inkasent mleczarni miejskiej D. z Orłowa Morskiego.
Wesoło pogwizdując wjechał do lasku witomińskiego sprawdziwszy jednak na wszelki wypadek czy torba z pieniędzmi jest dobrze zamknięta i czy rewolwer jest nabity.
Nie było to rzeczą zbyteczną, gdyż w gąszczu przydrożnych drzew w środku witomińskiego lasku dwóch przyjaciół od kilku godzin czekało na inkasenta.

BANDYCI CZEKAJĄ NA INKASENTA

Przyjaciele leżąc na wilgotnej ziemi byli nieco zdenerwowani. Nie przybyli oni tu wcale w celach odbycia wspólnej przejażdżki furmanką mleczarni miejskiej. Rewolwer znajdujący się w kieszeni jednego z nich, świadczył o tem, że rozmowa z inkasentem odbędzie się w formie dość podnieconej i stanowczej. Niestety, próba odbezpieczenia starego browninga wypadła negatywnie i przyjaciele musieli uzbroić się w zwykle kamienie, czekając coraz bardziej niecierpliwie na turkot furmanki, który oznajmił im zbliżanie się inkasenta z pieniędzmi.

„NIEUCZCIWA KONKURENCJA” BANDYTÓW CZEKA RÓWNIEŻ NA INKASENTA

O kilkanaście metrów dalej również w gąszczu przydrożnych drzew przyczaiło się jeszcze dwóch ludzi, tak samo czekających na przejazd furmanki z inkasentem.
Nagle daleko na szosie rozległ się turkot wozu i na zakręcie ukazała się niecierpliwie oczekiwana furmanka.
W tej samej chwili z pod krzaku wytrysnęły nagle dwa zręczne cienie i biegnąc do wozu krzyknęły: „Odrzucie broń i ręce do góry”.

UCIECZKA I POŚCIG

Ale rzucony kamień chybił a inkasent wyciągnąwszy rewolwer jedną ręką, drugą zaciął konie i puścił się do ucieczki przed ścigającymi go bandytami.
Ciszę leśną przerwał głośny turkot pędzącej furmanki i krzyki ścigających ją opryszków.
Nagle przed oczyma jego mignęły dwie nowe postacie, zabiegające mu drogę i do uszu przerażonego inkasenta doleciał okrzyk: „Stój!”. Nieszczęśliwy, przerażony nagłą zasadzką zorganizowanej bandy, woźnica jeszcze mocnej uderzył konie batem i strzelił na postrach do góry, lecz minął zabiegających mu jednak drogę ludzi, którzy przestraszywszy się widocznie, znowu ukryli się w krzakach.
Ale dwaj pierwsi mimo wszystko nie dawali za wygraną i nie zwracając uwagę na niepowodzenie kolegów biegli wciąż za furmanką.

NIEOCZEKIWANE SPOTKANIE


Nagle w chwili, gdy mijali oni miejsce, w którem ukryli się dwaj następni, czyhający na inkasenta ludzie, rozległ się okrzyk „ręce do góry” i „nieuczciwa konkurencja” zabiegła drogę bandytom, którzy według wszelkich praw mieli jednak pierwszeństwo w tej sprawie.
Oburzenie ścigających nie miało granic. Uważali oni, że po takim wysiłku należą im się pieniądze mleczarza, który tymczasem oddalał się coraz bardziej.
Niewątpliwie kamienie, przeznaczone dla tego ostatniego poszłyby w ruch, gdyby nie rewolwery, które skierowała w pierwszą placówkę bandycką konkurencyjna zasadzka.


W RĘKACH POLICJI


Obaj przyjaciele, oburzeni zachowaniem się konkurentów, zaczęli proponować pewne kompromisy, byleby jednak dopaść mleczara, lecz nagle pod klapą marynarek grożących im rewolwerami osobników ujrzeli oznaki policji śledczej.
Placówkę Nr 2 w gąszczu przydrożnych drzew tworzyli dwaj wywiadowcy wydziału śledczego, dobrze poinformowani widocznie o niebezpieczeństwie, którego nie przeczuwał mleczarz – inkasent.
W chwili, gdy pełen wrażeń inkasent mleczarni miejskiej zakręcał z ulicy Witomińskiej na Śląską, dwaj skuci w kajdany opryszki smutnie kroczyli do kryminału.

Bandyci i „nieuczciwa konkurencja” w lasku witomińskim, “Gazeta Gdańska” 1935, nr 81, s. 7.